To nie był zwykły dom. W przeszłości działy się w nim straszne rzeczy.
Mieszkał z nim mężczyzna, którego jedyną pasją było sprawianie drugiemu
bólu, znęcał się nad swoimi ofiarami, torturował je a na końcu patrzał
jak umierają z bólu lub wykrwawienia się. Okoliczni mieszkańcy mieli
dosyć tego strasznego miejsca, pewnej nocy postanowili podłożyć ogień.
Patrzeli z satysfakcją, jak stary drewniany dom płonął. Słyszeli krzyki
dobiegające ze środka, ostatnie słowa umierającego mężczyzny brzmiały:
„śmierć nie zniknie!”.
Po 30 latach ludzie zapomnieli o starej
zrujowanej budowli stojącej na wzgórzu. Ci którzy pamiętali wyjechali
lub umarli ze starości.
- Piękna okolica, a dom da się odbudować –
powiedział Jeff oglądając dom na wzgórzu – kupujemy – uśmiechnął się i
podpisał papiery stwierdzające, że stał się właścicielem zrujowanej
posiadłości.
Spodobała mu się od pierwszego wejrzenia, zakochał się w
niej. Czuł, że to w tym miejscu chce zostać do końca życia razem z
żoną, Kate i 14 letnim synem Todem.
- Nie podoba mi się to miejsce – powiedział chłopak po wejściu do domu. Odstawił pudła i poszedł obejrzeć resztę domu.
-
długo zajęła odbudowa, ale było warto. Na pewno się wam tutaj spodoba –
Jeff pomógł żonie wnieść resztę pudeł – Tu będzie nasza sypialnia
kochanie, a na górze twój pokój Tod – Jednak chłopak nie był zachwycony
tym miejscem, przerażało go, czuł, że dom wypełniony jest bólem i
nienawiścią.
Zapadł zmrok, Tod poszedł spać. Tej nocy nie potrafił
spać spokojnie. Śnił się mu mężczyzna, który stał z batem zakończonym
szpikulcami nad bezbronnym mężczyzną zwisającym z sufitu. Ofiara
pewnością była martwa, po jej twarzy spływała stróżka krwi, plecy były
poszarpane aż do kręgosłupa. Mężczyzna stojący nad nim tylko się
uśmiechał, wtedy odwrócił się w kierunku Toda, jego twarz pokryta była
licznymi oparzeniami, w oczodołach nie było gałek ocznych, pozostały
jedynie puste miejsca. Szczęka szczerzyła się pokazując żółto-czarne
zęby. „wynieście się, póki jeszcze się nie rozgniewałem”. Wtedy Tod się
obudził.
Rano powiedział o wszystkim rodzicom, jednak ci tylko się roześmiali.
-
To był tylko zły sen, musisz się przyzwyczaić po prostu do nowego
miejsca – Przez kolejne 5 miesięcy nic niezwykłego się nie działo.
Rodzice
Toda zostali zaproszeni na przyjęcia, postanowili zostawić chłopca
samego w domu. Tod nigdy nie zostawał w tym domu na noc, nie żeby się
bał, po prostu rodzice nie chcieli go zostawiać.
- Jesteś już prawie dorosły, myślę, że możemy ci zaufać – Kate uśmiechnęła się zamykając za sobą drzwi.
Tod
został sam w wielkim domu. Dochodziła 22.oo. Chłopak rozsiadł się na
kanapie przed telewizorem i zajadając chipsy oglądał filmy z myślą, że w
ten sposób zleci mu jakoś czas do przyjścia rodziców. Nagle usłyszał
szuranie dobiegające z góry, potem uderzenia, a na końcu krzyk i płacz.
Wyłączył telewizor i zaczął nasłuchiwać. Dom ogarnęła przerażająca cisza
i wtedy znowu to usłyszał, jakby ktoś biegł na pierwszym piętrze a
potem trzask zamykanych drzwi. Siedział sparaliżowany strachem. Kolejne
odgłosy dochodziły ze schodów, ktoś zdecydowanie po niech schodził,
odwrócił się z impetem lecz na schodach nikogo nie zobaczył. Znowu te
odgłosy z góry. Wtedy usłyszał przerażający krzyk. Krzyk człowieka,
który konał z bólu.
- Nie! Proszę – a potem odgłos uderzającego bata.
Głosy umilkły. Chłopak nasłuchiwał jeszcze przez 15min ale nic już nie
usłyszał. Wstał powoli i zaczął wchodzić na schody, gdy był na ostatnim
stopniu nagle zobaczył postać chłopca, który klęczał na górze i się mu
przyglądał.
- Co ty tutaj robisz? – powiedział Tod. Jednak chłopiec
nie odpowiedział mu, przyglądał się tylko. Tod przyjrzał się jego
twarzy. Była blada, oczy miał podkrążone, przez cały policzek
przechodziła obrzydliwa i zakrwawiona rana – O Jezu! – wtedy Tod stracił
równowagę i runął ze schodów. Uderzając o ziemię stracił przytomność.
>>>>>>
Obudził
się w nieznanym sobie miejscu. Nie mógł poruszyć żadną kończyną, był
przywiązany brudnymi szmatami do ściany. Gdy jego oczy przyzwyczaiły się
do ciemności zorientował się, że nie jest tu sam. Na ścianach wisieli
ludzi w różnych stadiach rozkładu. Niektórzy jeszcze się poruszali i
wydawali jęki pełne bólu. Drzwi do pokoju się otwarzyły, w nich stał
mężczyzna, którego już kiedyś widział, śnił mu się dawno temu.
- nie posłuchałeś mnie – powiedział.
-
kim jesteś – chłopak prawie płakał z przerażenia. Mężczyzna podszedł do
niego. Poczuł jego obrzydliwy zapach, zapach śmierci, rozkładającego
się ciała. Serce biło mu jak oszalałe, modlił się żeby zemdleć ze
strachu. „to jest zły sen”, powtarzał sobie bez przerwy, wierzył w to,
że śpi, że znowu ma koszmary, jednak za żadną cenę nie potrafił się
obudzić.
- nie śpisz – powiedział mężczyzna i wszczerzył obrzydliwe
czarne zęby – to dzieje się naprawdę, mogę ci to nawet udowodnić –
uderzył chłopca batem w brzuch. Tod począł niesamowity ból, czuł jak
kolce na bacie rozrywają jego delikatne ciało, jak po jego brzuchu
spływa coś ciepłego, to była krew.
- proszę cie, wypuść mnie! – zaczął płakać jednak mężczyzna jedynie się roześmiał.
-
zająłeś mój dom! Nie mogę pozwolić ci odejść, tyle lat nie przelała się
tutaj krew a teraz nadeszła na to kolej – zaczął okładać chłopaka
batem. Jego drobne ciało zaczynało przypominać zakrwawioną miazgę,
poszarpane ciało spływało krwią, jednak Tod nie umarł, miał świadomość
tego co się dzieje, ból i strach były tak silne, że kręciło mu się od
niech w głowie. Dlaczego nie umarł? Mężczyzna przestał, spojrzał na
swoje działo – to będzie trwało wieczność, twoje ciało i dusza zostaną
tu na zawsze – po całym domu rozszedł się jego histeryczny śmiech.
>>>>>>>
Jeff
i Kate wrócili o 3.oo do domu. Zajrzeli tylko do pokoju syna jednak nie
znaleźli go tam. Szukali wszędzie jednak nigdzie nie było chłopca. Rano
policja znalazła jego ciało w rzece, stwierdzili, że chłopak się utopił
a jego ciało zostało poszarpane przez kamienie znajdujące się w rzece.
Rok
po tym wydarzeniu Kate znowu była w ciąży. Starała się prowadzić z
mężem normalne życie. Jednak nie potrafiła, cały czas płakała po nocach,
wydawało się, że słyszy głos Toda, który jednak żyje i za chwili
przyjdzie do niej zalany potem i opowie jej o kolejnym swoim koszmarze.
Jednak tak nigdy się nie stało. Pewnej nocy, gdy Jeff pracował na noc a
ona nie potrafiła spać usłyszała płacz. Tod! Pierwsze co przyszło jej do
głowy. Płacz dobiegał z jego sypialni na górze. Poszła tam i z nadzieją
otworzyła drzwi. W kącie ciemnego pokoju zobaczyła przykucniętą
sylwetkę chłopaka, który płakał.
- Tod! – krzyknęła. Chłopak podniósł
w jej kierunku twarz – Tod! Synku, ty żyjesz! – ogarnęło ją szczęście,
przez głowię przelatywały jej setki myśli, jednak żadna z niech nie
dotyczyła tego dlaczego widzi martwego syna!
- Mamo! – powiedział
chłopak i wszedł snop światła wchodzący do pokoju z holu. Wtedy Kat
ogarnęło przerażenie, jego ciało było brudne, mokre i poszarpane, włosy
zlepione były bordową mazią – Mamo! – powtórzył jeszcze raz po czym
cofnął się i rozpłynął w mroku. Kobieta stała przerażona, wtedy dotarło
do niej całe wydarzenie…
>>>>>>
- nie bądź niemądra – powiedział Jeff gdy wrócił z pracy – to musiał być sen. Tod nie żyje!
- ale on był taki realistyczny, widziałam go! – kobieta nie dawała za wygraną.
- dobrze kochanie, wezmę dzisiaj wolne, w tym stanie nie zostawię cię samej w domu.
>>>>>
Obudził
ich płacz, krzyki wypełnione bólem i okropny zapach. Zapach zgnilizny,
rozkładającego się ciała. Obydwoje nasłuchiwali, u góry z pewnością coś
się działo, ktoś umierał w potwornych męczarniach. Nagle drzwi ich
sypialni otwarły się, stał tam mężczyzna trzymający bat w ręku. Jego
twarz była blada, pokryta licznymi bliznami po oparzeniach, uśmiechał
się szeroko…
>>>>>
Ciało małżeństwa znaleziono
tydzień później w lesie. Policyjny raport brzmiał „Mężczyzna lat 37
dopuścił się morderstwa, zamordował 36 letnią Kate L. zadając jej
śmiertelny cios nożem w serce, ciężarna kobieta pozbawiona była płodu,
jej brzuch rozcięto tym samym nożem, dokonano usunięcia 8 miesięcznego
płodu. Mężczyzna imieniem Jeff L. z kolei popełnił samobójstwo wieszając
się na pobliskim drzewem. Płodu nie znaleziono”
>>>>>>
Do okolicznego domu dziecka podrzucony został noworodek. Dziecko, jak stwierdził lekarz był wcześniakiem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz