niedziela, 6 kwietnia 2014
The house
Znacie grę the house jeśli nie dam tu link do dwójki --------> http://jayisgames.com/games/the-house-2/ wydaje mi się ,że ta gra jest trochę denna opowiem co tam się robi. A więc naciska się na różne przedmioty i pokazuję się różne straszne rzeczy JEZUU.... TA GRA JEST DENNA WEJDŹCIE I NAPISZCIE RECENZJE W KOM . PA ;3
NASTĘPNA HISTORIA
To nie był zwykły dom. W przeszłości działy się w nim straszne rzeczy.
Mieszkał z nim mężczyzna, którego jedyną pasją było sprawianie drugiemu
bólu, znęcał się nad swoimi ofiarami, torturował je a na końcu patrzał
jak umierają z bólu lub wykrwawienia się. Okoliczni mieszkańcy mieli
dosyć tego strasznego miejsca, pewnej nocy postanowili podłożyć ogień.
Patrzeli z satysfakcją, jak stary drewniany dom płonął. Słyszeli krzyki
dobiegające ze środka, ostatnie słowa umierającego mężczyzny brzmiały:
„śmierć nie zniknie!”.
Po 30 latach ludzie zapomnieli o starej zrujowanej budowli stojącej na wzgórzu. Ci którzy pamiętali wyjechali lub umarli ze starości.
- Piękna okolica, a dom da się odbudować – powiedział Jeff oglądając dom na wzgórzu – kupujemy – uśmiechnął się i podpisał papiery stwierdzające, że stał się właścicielem zrujowanej posiadłości.
Spodobała mu się od pierwszego wejrzenia, zakochał się w niej. Czuł, że to w tym miejscu chce zostać do końca życia razem z żoną, Kate i 14 letnim synem Todem.
- Nie podoba mi się to miejsce – powiedział chłopak po wejściu do domu. Odstawił pudła i poszedł obejrzeć resztę domu.
- długo zajęła odbudowa, ale było warto. Na pewno się wam tutaj spodoba – Jeff pomógł żonie wnieść resztę pudeł – Tu będzie nasza sypialnia kochanie, a na górze twój pokój Tod – Jednak chłopak nie był zachwycony tym miejscem, przerażało go, czuł, że dom wypełniony jest bólem i nienawiścią.
Zapadł zmrok, Tod poszedł spać. Tej nocy nie potrafił spać spokojnie. Śnił się mu mężczyzna, który stał z batem zakończonym szpikulcami nad bezbronnym mężczyzną zwisającym z sufitu. Ofiara pewnością była martwa, po jej twarzy spływała stróżka krwi, plecy były poszarpane aż do kręgosłupa. Mężczyzna stojący nad nim tylko się uśmiechał, wtedy odwrócił się w kierunku Toda, jego twarz pokryta była licznymi oparzeniami, w oczodołach nie było gałek ocznych, pozostały jedynie puste miejsca. Szczęka szczerzyła się pokazując żółto-czarne zęby. „wynieście się, póki jeszcze się nie rozgniewałem”. Wtedy Tod się obudził.
Rano powiedział o wszystkim rodzicom, jednak ci tylko się roześmiali.
- To był tylko zły sen, musisz się przyzwyczaić po prostu do nowego miejsca – Przez kolejne 5 miesięcy nic niezwykłego się nie działo.
Rodzice Toda zostali zaproszeni na przyjęcia, postanowili zostawić chłopca samego w domu. Tod nigdy nie zostawał w tym domu na noc, nie żeby się bał, po prostu rodzice nie chcieli go zostawiać.
- Jesteś już prawie dorosły, myślę, że możemy ci zaufać – Kate uśmiechnęła się zamykając za sobą drzwi.
Tod został sam w wielkim domu. Dochodziła 22.oo. Chłopak rozsiadł się na kanapie przed telewizorem i zajadając chipsy oglądał filmy z myślą, że w ten sposób zleci mu jakoś czas do przyjścia rodziców. Nagle usłyszał szuranie dobiegające z góry, potem uderzenia, a na końcu krzyk i płacz. Wyłączył telewizor i zaczął nasłuchiwać. Dom ogarnęła przerażająca cisza i wtedy znowu to usłyszał, jakby ktoś biegł na pierwszym piętrze a potem trzask zamykanych drzwi. Siedział sparaliżowany strachem. Kolejne odgłosy dochodziły ze schodów, ktoś zdecydowanie po niech schodził, odwrócił się z impetem lecz na schodach nikogo nie zobaczył. Znowu te odgłosy z góry. Wtedy usłyszał przerażający krzyk. Krzyk człowieka, który konał z bólu.
- Nie! Proszę – a potem odgłos uderzającego bata. Głosy umilkły. Chłopak nasłuchiwał jeszcze przez 15min ale nic już nie usłyszał. Wstał powoli i zaczął wchodzić na schody, gdy był na ostatnim stopniu nagle zobaczył postać chłopca, który klęczał na górze i się mu przyglądał.
- Co ty tutaj robisz? – powiedział Tod. Jednak chłopiec nie odpowiedział mu, przyglądał się tylko. Tod przyjrzał się jego twarzy. Była blada, oczy miał podkrążone, przez cały policzek przechodziła obrzydliwa i zakrwawiona rana – O Jezu! – wtedy Tod stracił równowagę i runął ze schodów. Uderzając o ziemię stracił przytomność.
>>>>>>
Obudził się w nieznanym sobie miejscu. Nie mógł poruszyć żadną kończyną, był przywiązany brudnymi szmatami do ściany. Gdy jego oczy przyzwyczaiły się do ciemności zorientował się, że nie jest tu sam. Na ścianach wisieli ludzi w różnych stadiach rozkładu. Niektórzy jeszcze się poruszali i wydawali jęki pełne bólu. Drzwi do pokoju się otwarzyły, w nich stał mężczyzna, którego już kiedyś widział, śnił mu się dawno temu.
- nie posłuchałeś mnie – powiedział.
- kim jesteś – chłopak prawie płakał z przerażenia. Mężczyzna podszedł do niego. Poczuł jego obrzydliwy zapach, zapach śmierci, rozkładającego się ciała. Serce biło mu jak oszalałe, modlił się żeby zemdleć ze strachu. „to jest zły sen”, powtarzał sobie bez przerwy, wierzył w to, że śpi, że znowu ma koszmary, jednak za żadną cenę nie potrafił się obudzić.
- nie śpisz – powiedział mężczyzna i wszczerzył obrzydliwe czarne zęby – to dzieje się naprawdę, mogę ci to nawet udowodnić – uderzył chłopca batem w brzuch. Tod począł niesamowity ból, czuł jak kolce na bacie rozrywają jego delikatne ciało, jak po jego brzuchu spływa coś ciepłego, to była krew.
- proszę cie, wypuść mnie! – zaczął płakać jednak mężczyzna jedynie się roześmiał.
- zająłeś mój dom! Nie mogę pozwolić ci odejść, tyle lat nie przelała się tutaj krew a teraz nadeszła na to kolej – zaczął okładać chłopaka batem. Jego drobne ciało zaczynało przypominać zakrwawioną miazgę, poszarpane ciało spływało krwią, jednak Tod nie umarł, miał świadomość tego co się dzieje, ból i strach były tak silne, że kręciło mu się od niech w głowie. Dlaczego nie umarł? Mężczyzna przestał, spojrzał na swoje działo – to będzie trwało wieczność, twoje ciało i dusza zostaną tu na zawsze – po całym domu rozszedł się jego histeryczny śmiech.
>>>>>>>
Jeff i Kate wrócili o 3.oo do domu. Zajrzeli tylko do pokoju syna jednak nie znaleźli go tam. Szukali wszędzie jednak nigdzie nie było chłopca. Rano policja znalazła jego ciało w rzece, stwierdzili, że chłopak się utopił a jego ciało zostało poszarpane przez kamienie znajdujące się w rzece.
Rok po tym wydarzeniu Kate znowu była w ciąży. Starała się prowadzić z mężem normalne życie. Jednak nie potrafiła, cały czas płakała po nocach, wydawało się, że słyszy głos Toda, który jednak żyje i za chwili przyjdzie do niej zalany potem i opowie jej o kolejnym swoim koszmarze. Jednak tak nigdy się nie stało. Pewnej nocy, gdy Jeff pracował na noc a ona nie potrafiła spać usłyszała płacz. Tod! Pierwsze co przyszło jej do głowy. Płacz dobiegał z jego sypialni na górze. Poszła tam i z nadzieją otworzyła drzwi. W kącie ciemnego pokoju zobaczyła przykucniętą sylwetkę chłopaka, który płakał.
- Tod! – krzyknęła. Chłopak podniósł w jej kierunku twarz – Tod! Synku, ty żyjesz! – ogarnęło ją szczęście, przez głowię przelatywały jej setki myśli, jednak żadna z niech nie dotyczyła tego dlaczego widzi martwego syna!
- Mamo! – powiedział chłopak i wszedł snop światła wchodzący do pokoju z holu. Wtedy Kat ogarnęło przerażenie, jego ciało było brudne, mokre i poszarpane, włosy zlepione były bordową mazią – Mamo! – powtórzył jeszcze raz po czym cofnął się i rozpłynął w mroku. Kobieta stała przerażona, wtedy dotarło do niej całe wydarzenie…
>>>>>>
- nie bądź niemądra – powiedział Jeff gdy wrócił z pracy – to musiał być sen. Tod nie żyje!
- ale on był taki realistyczny, widziałam go! – kobieta nie dawała za wygraną.
- dobrze kochanie, wezmę dzisiaj wolne, w tym stanie nie zostawię cię samej w domu.
>>>>>
Obudził ich płacz, krzyki wypełnione bólem i okropny zapach. Zapach zgnilizny, rozkładającego się ciała. Obydwoje nasłuchiwali, u góry z pewnością coś się działo, ktoś umierał w potwornych męczarniach. Nagle drzwi ich sypialni otwarły się, stał tam mężczyzna trzymający bat w ręku. Jego twarz była blada, pokryta licznymi bliznami po oparzeniach, uśmiechał się szeroko…
>>>>>
Ciało małżeństwa znaleziono tydzień później w lesie. Policyjny raport brzmiał „Mężczyzna lat 37 dopuścił się morderstwa, zamordował 36 letnią Kate L. zadając jej śmiertelny cios nożem w serce, ciężarna kobieta pozbawiona była płodu, jej brzuch rozcięto tym samym nożem, dokonano usunięcia 8 miesięcznego płodu. Mężczyzna imieniem Jeff L. z kolei popełnił samobójstwo wieszając się na pobliskim drzewem. Płodu nie znaleziono”
>>>>>>
Do okolicznego domu dziecka podrzucony został noworodek. Dziecko, jak stwierdził lekarz był wcześniakiem.
Po 30 latach ludzie zapomnieli o starej zrujowanej budowli stojącej na wzgórzu. Ci którzy pamiętali wyjechali lub umarli ze starości.
- Piękna okolica, a dom da się odbudować – powiedział Jeff oglądając dom na wzgórzu – kupujemy – uśmiechnął się i podpisał papiery stwierdzające, że stał się właścicielem zrujowanej posiadłości.
Spodobała mu się od pierwszego wejrzenia, zakochał się w niej. Czuł, że to w tym miejscu chce zostać do końca życia razem z żoną, Kate i 14 letnim synem Todem.
- Nie podoba mi się to miejsce – powiedział chłopak po wejściu do domu. Odstawił pudła i poszedł obejrzeć resztę domu.
- długo zajęła odbudowa, ale było warto. Na pewno się wam tutaj spodoba – Jeff pomógł żonie wnieść resztę pudeł – Tu będzie nasza sypialnia kochanie, a na górze twój pokój Tod – Jednak chłopak nie był zachwycony tym miejscem, przerażało go, czuł, że dom wypełniony jest bólem i nienawiścią.
Zapadł zmrok, Tod poszedł spać. Tej nocy nie potrafił spać spokojnie. Śnił się mu mężczyzna, który stał z batem zakończonym szpikulcami nad bezbronnym mężczyzną zwisającym z sufitu. Ofiara pewnością była martwa, po jej twarzy spływała stróżka krwi, plecy były poszarpane aż do kręgosłupa. Mężczyzna stojący nad nim tylko się uśmiechał, wtedy odwrócił się w kierunku Toda, jego twarz pokryta była licznymi oparzeniami, w oczodołach nie było gałek ocznych, pozostały jedynie puste miejsca. Szczęka szczerzyła się pokazując żółto-czarne zęby. „wynieście się, póki jeszcze się nie rozgniewałem”. Wtedy Tod się obudził.
Rano powiedział o wszystkim rodzicom, jednak ci tylko się roześmiali.
- To był tylko zły sen, musisz się przyzwyczaić po prostu do nowego miejsca – Przez kolejne 5 miesięcy nic niezwykłego się nie działo.
Rodzice Toda zostali zaproszeni na przyjęcia, postanowili zostawić chłopca samego w domu. Tod nigdy nie zostawał w tym domu na noc, nie żeby się bał, po prostu rodzice nie chcieli go zostawiać.
- Jesteś już prawie dorosły, myślę, że możemy ci zaufać – Kate uśmiechnęła się zamykając za sobą drzwi.
Tod został sam w wielkim domu. Dochodziła 22.oo. Chłopak rozsiadł się na kanapie przed telewizorem i zajadając chipsy oglądał filmy z myślą, że w ten sposób zleci mu jakoś czas do przyjścia rodziców. Nagle usłyszał szuranie dobiegające z góry, potem uderzenia, a na końcu krzyk i płacz. Wyłączył telewizor i zaczął nasłuchiwać. Dom ogarnęła przerażająca cisza i wtedy znowu to usłyszał, jakby ktoś biegł na pierwszym piętrze a potem trzask zamykanych drzwi. Siedział sparaliżowany strachem. Kolejne odgłosy dochodziły ze schodów, ktoś zdecydowanie po niech schodził, odwrócił się z impetem lecz na schodach nikogo nie zobaczył. Znowu te odgłosy z góry. Wtedy usłyszał przerażający krzyk. Krzyk człowieka, który konał z bólu.
- Nie! Proszę – a potem odgłos uderzającego bata. Głosy umilkły. Chłopak nasłuchiwał jeszcze przez 15min ale nic już nie usłyszał. Wstał powoli i zaczął wchodzić na schody, gdy był na ostatnim stopniu nagle zobaczył postać chłopca, który klęczał na górze i się mu przyglądał.
- Co ty tutaj robisz? – powiedział Tod. Jednak chłopiec nie odpowiedział mu, przyglądał się tylko. Tod przyjrzał się jego twarzy. Była blada, oczy miał podkrążone, przez cały policzek przechodziła obrzydliwa i zakrwawiona rana – O Jezu! – wtedy Tod stracił równowagę i runął ze schodów. Uderzając o ziemię stracił przytomność.
>>>>>>
Obudził się w nieznanym sobie miejscu. Nie mógł poruszyć żadną kończyną, był przywiązany brudnymi szmatami do ściany. Gdy jego oczy przyzwyczaiły się do ciemności zorientował się, że nie jest tu sam. Na ścianach wisieli ludzi w różnych stadiach rozkładu. Niektórzy jeszcze się poruszali i wydawali jęki pełne bólu. Drzwi do pokoju się otwarzyły, w nich stał mężczyzna, którego już kiedyś widział, śnił mu się dawno temu.
- nie posłuchałeś mnie – powiedział.
- kim jesteś – chłopak prawie płakał z przerażenia. Mężczyzna podszedł do niego. Poczuł jego obrzydliwy zapach, zapach śmierci, rozkładającego się ciała. Serce biło mu jak oszalałe, modlił się żeby zemdleć ze strachu. „to jest zły sen”, powtarzał sobie bez przerwy, wierzył w to, że śpi, że znowu ma koszmary, jednak za żadną cenę nie potrafił się obudzić.
- nie śpisz – powiedział mężczyzna i wszczerzył obrzydliwe czarne zęby – to dzieje się naprawdę, mogę ci to nawet udowodnić – uderzył chłopca batem w brzuch. Tod począł niesamowity ból, czuł jak kolce na bacie rozrywają jego delikatne ciało, jak po jego brzuchu spływa coś ciepłego, to była krew.
- proszę cie, wypuść mnie! – zaczął płakać jednak mężczyzna jedynie się roześmiał.
- zająłeś mój dom! Nie mogę pozwolić ci odejść, tyle lat nie przelała się tutaj krew a teraz nadeszła na to kolej – zaczął okładać chłopaka batem. Jego drobne ciało zaczynało przypominać zakrwawioną miazgę, poszarpane ciało spływało krwią, jednak Tod nie umarł, miał świadomość tego co się dzieje, ból i strach były tak silne, że kręciło mu się od niech w głowie. Dlaczego nie umarł? Mężczyzna przestał, spojrzał na swoje działo – to będzie trwało wieczność, twoje ciało i dusza zostaną tu na zawsze – po całym domu rozszedł się jego histeryczny śmiech.
>>>>>>>
Jeff i Kate wrócili o 3.oo do domu. Zajrzeli tylko do pokoju syna jednak nie znaleźli go tam. Szukali wszędzie jednak nigdzie nie było chłopca. Rano policja znalazła jego ciało w rzece, stwierdzili, że chłopak się utopił a jego ciało zostało poszarpane przez kamienie znajdujące się w rzece.
Rok po tym wydarzeniu Kate znowu była w ciąży. Starała się prowadzić z mężem normalne życie. Jednak nie potrafiła, cały czas płakała po nocach, wydawało się, że słyszy głos Toda, który jednak żyje i za chwili przyjdzie do niej zalany potem i opowie jej o kolejnym swoim koszmarze. Jednak tak nigdy się nie stało. Pewnej nocy, gdy Jeff pracował na noc a ona nie potrafiła spać usłyszała płacz. Tod! Pierwsze co przyszło jej do głowy. Płacz dobiegał z jego sypialni na górze. Poszła tam i z nadzieją otworzyła drzwi. W kącie ciemnego pokoju zobaczyła przykucniętą sylwetkę chłopaka, który płakał.
- Tod! – krzyknęła. Chłopak podniósł w jej kierunku twarz – Tod! Synku, ty żyjesz! – ogarnęło ją szczęście, przez głowię przelatywały jej setki myśli, jednak żadna z niech nie dotyczyła tego dlaczego widzi martwego syna!
- Mamo! – powiedział chłopak i wszedł snop światła wchodzący do pokoju z holu. Wtedy Kat ogarnęło przerażenie, jego ciało było brudne, mokre i poszarpane, włosy zlepione były bordową mazią – Mamo! – powtórzył jeszcze raz po czym cofnął się i rozpłynął w mroku. Kobieta stała przerażona, wtedy dotarło do niej całe wydarzenie…
>>>>>>
- nie bądź niemądra – powiedział Jeff gdy wrócił z pracy – to musiał być sen. Tod nie żyje!
- ale on był taki realistyczny, widziałam go! – kobieta nie dawała za wygraną.
- dobrze kochanie, wezmę dzisiaj wolne, w tym stanie nie zostawię cię samej w domu.
>>>>>
Obudził ich płacz, krzyki wypełnione bólem i okropny zapach. Zapach zgnilizny, rozkładającego się ciała. Obydwoje nasłuchiwali, u góry z pewnością coś się działo, ktoś umierał w potwornych męczarniach. Nagle drzwi ich sypialni otwarły się, stał tam mężczyzna trzymający bat w ręku. Jego twarz była blada, pokryta licznymi bliznami po oparzeniach, uśmiechał się szeroko…
>>>>>
Ciało małżeństwa znaleziono tydzień później w lesie. Policyjny raport brzmiał „Mężczyzna lat 37 dopuścił się morderstwa, zamordował 36 letnią Kate L. zadając jej śmiertelny cios nożem w serce, ciężarna kobieta pozbawiona była płodu, jej brzuch rozcięto tym samym nożem, dokonano usunięcia 8 miesięcznego płodu. Mężczyzna imieniem Jeff L. z kolei popełnił samobójstwo wieszając się na pobliskim drzewem. Płodu nie znaleziono”
>>>>>>
Do okolicznego domu dziecka podrzucony został noworodek. Dziecko, jak stwierdził lekarz był wcześniakiem.
Historia przydażyła się na prawdę...
Ok to pierwsza straszna historia ,ja to znajduję ,albo na asku koledzy mi wysyłają ,a ja to daje tu a więc łapcie ----->
Historia wydarzyła się naprawdę... Działo to się pewnego lata, dwie dziewczyny Cate i Sindy pojechały na dwa tygodnie nad jezioro które mieściło się nieopodal wielkiego lasu. Ich domek stał tuż na jego skraju. Wysokie, szumiące drzewa widać było prawie z każdego okna. Dziewczyny były zadowolone z wyjazdu, słońce woda, zieleń to było to co naprawdę lubiły. Na początku, nie było za ciekawie, rozpakowywanie się szukanie dobrych miejsc na opalanie i chlapanie w wodzie zajmowało dużo czasu, lecz po jakimś czasie, Cate i Sindy były bardo zadowolone z tego że są w tak pięknym miejscu. Dni płynęły bardzo szybko żadnej z nich nie przyszło nawet do głowy gdzie mieszkają i co je niedługo spotka .Żadna z nich nie wierzyła w sprawy nadprzyrodzone, a historie o duchach i wszystko co niewyjaśnione tylko je śmieszyły Pewnego dnia, wieczorem cała rodzina postanowiła rozpalić ognisko, jako, że większość dorosłych była już trochę pijana po rozpałkę wysłały dziewczyny. Cate i Sindy nie były zbytnio zadowolone z tego że późnym wieczorem muszą włazić w głąb lasu, gdzie było pełno komarów, a wyobraźnia robiła swoje, kilka razy cofały się bo któraś rzekomo, coś ujrzała w oddali. Im dalej szły tym mniej widziały bo robiło się coraz ciemniej. Sindy zaczęła się niepokoić i chciała już wracać chociaż nie miały ani jednego kawałka drewna. Lecz Cate stanowczo nakłaniała koleżankę aby iść jeszcze dalej, bo muszą znaleźć drewno. Inaczej nici z ogniska. Sindy coraz bardziej przerażona szła krok w krok za przyjaciółką coraz bardziej się niepokojąc nagle Cate usłyszała głos w oddali lecz Sindy zaśmiała się tylko i poprosiła koleżankę żeby przestała żartować bo to nie jest śmieszne i coraz bardziej stanowczym głosem, wręcz nakazała koleżance wracać, lecz nagle potknęła się o kamień i wylądowała tuż koło kamiennej tablicy, gdy podniosła wzrok z ziemi, jej oczom ukazał się nagrobek. Odruchowo przeczytała napis : Tu spoczywa Kathr.. (reszta zamazana) Kto zakłuca jej spokój niech będzie przeklęty Cate nawet nie zauważyła że Sindy się przewróciła, lecz Sindy zawołała koleżankę słowami : Lepiej się stąd zwijajmy, na to Cate: A co? ducha zobaczyłaś? Cate nawet nie zdawała sobie sprawy z tego że PRAWIE, lecz zawróciła i sama przeczytała napis... Przestraszyła się, nagle usłyszały gwałtowny szum wiatru, wszystkie śmieci i liście zakręciły się za ziemi , o odsłoniły 6 nagrobków, Sindy zaczęła uciekać lecz Cate zatrzymała ją przekonując, że nagrobki nic jej nie zrobią, zaczęły czytać... na kolejnych nagrobkach były już pełne imiona i nazwiska Smither, Smither, Smither... wszystkie nagrobki z ta samą datą śmierci i większy grób Gracy Smither. Była to cała rodzina, wszędzie ten sam napis... Kto zakłuca niech będzie przeklęty... Niech będzie przeklęty... Dziewczyny czytały na głos drżąc, znowu szum wiatru, wydawało im się że słyszą głosy... Zaczęły uciekać nie miały trudności ze znalezieniem drogi do domu, odechciało im się ogniska, przerażone poszły spać. na drugi dzień już ochłonęły. Zaczęły krążyć po okolicy i pytać miejscowych o nagrobki, większość ludzi nic, nie wiedziała, albo nie chciała powiedzieć. Lecz po kilku godzinach poszukiwania informacji zapukały do starego domu, wszędzie wisiały pajęczyny myślały że dom jest opuszczony, lecz, ku ich zdziwieniu otworzyła staruszka z miłym uśmiechem. Gdy dziewczyny zapytały o nagrobki zaprosiła je do środka na herbatę. Po chwili wahania zgodziły się. staruszka opowiedziała im że kiedyś żyła tu wielodzietna rodzina. Ojciec matka, i czwórka dzieci. Ojciec był bardzo spokojnym człowiekiem, nic nie wskazywało na to, że pewnego dnia wróci z pracy i... Pozbijał wszystkich... Dzieci zarżnął nożem a żonę.. Gdy staruszka zaczęła opowiadać o żonie popłynęły jej łzy, chyba bardzo to przeżyła.Sam się powiesił. Dziewczyny podziękowały i wyszły. Był to dzień wyjazdu. Gdy Cate i Sindy były już w samochodzie chciały pożegnać się ze staruszką. Podeszły do drzwi zapukały, nikt nie otwierał lecz im oczom ukazał się plakietka na drzwiach " Grace Smither" Kim była staruszka która z nimi rozmawiała? ... Może chciała, żeby ktoś poznał tajemnicę śmierci całej rodziny? Już się nie dowiemy.
Historia wydarzyła się naprawdę... Działo to się pewnego lata, dwie dziewczyny Cate i Sindy pojechały na dwa tygodnie nad jezioro które mieściło się nieopodal wielkiego lasu. Ich domek stał tuż na jego skraju. Wysokie, szumiące drzewa widać było prawie z każdego okna. Dziewczyny były zadowolone z wyjazdu, słońce woda, zieleń to było to co naprawdę lubiły. Na początku, nie było za ciekawie, rozpakowywanie się szukanie dobrych miejsc na opalanie i chlapanie w wodzie zajmowało dużo czasu, lecz po jakimś czasie, Cate i Sindy były bardo zadowolone z tego że są w tak pięknym miejscu. Dni płynęły bardzo szybko żadnej z nich nie przyszło nawet do głowy gdzie mieszkają i co je niedługo spotka .Żadna z nich nie wierzyła w sprawy nadprzyrodzone, a historie o duchach i wszystko co niewyjaśnione tylko je śmieszyły Pewnego dnia, wieczorem cała rodzina postanowiła rozpalić ognisko, jako, że większość dorosłych była już trochę pijana po rozpałkę wysłały dziewczyny. Cate i Sindy nie były zbytnio zadowolone z tego że późnym wieczorem muszą włazić w głąb lasu, gdzie było pełno komarów, a wyobraźnia robiła swoje, kilka razy cofały się bo któraś rzekomo, coś ujrzała w oddali. Im dalej szły tym mniej widziały bo robiło się coraz ciemniej. Sindy zaczęła się niepokoić i chciała już wracać chociaż nie miały ani jednego kawałka drewna. Lecz Cate stanowczo nakłaniała koleżankę aby iść jeszcze dalej, bo muszą znaleźć drewno. Inaczej nici z ogniska. Sindy coraz bardziej przerażona szła krok w krok za przyjaciółką coraz bardziej się niepokojąc nagle Cate usłyszała głos w oddali lecz Sindy zaśmiała się tylko i poprosiła koleżankę żeby przestała żartować bo to nie jest śmieszne i coraz bardziej stanowczym głosem, wręcz nakazała koleżance wracać, lecz nagle potknęła się o kamień i wylądowała tuż koło kamiennej tablicy, gdy podniosła wzrok z ziemi, jej oczom ukazał się nagrobek. Odruchowo przeczytała napis : Tu spoczywa Kathr.. (reszta zamazana) Kto zakłuca jej spokój niech będzie przeklęty Cate nawet nie zauważyła że Sindy się przewróciła, lecz Sindy zawołała koleżankę słowami : Lepiej się stąd zwijajmy, na to Cate: A co? ducha zobaczyłaś? Cate nawet nie zdawała sobie sprawy z tego że PRAWIE, lecz zawróciła i sama przeczytała napis... Przestraszyła się, nagle usłyszały gwałtowny szum wiatru, wszystkie śmieci i liście zakręciły się za ziemi , o odsłoniły 6 nagrobków, Sindy zaczęła uciekać lecz Cate zatrzymała ją przekonując, że nagrobki nic jej nie zrobią, zaczęły czytać... na kolejnych nagrobkach były już pełne imiona i nazwiska Smither, Smither, Smither... wszystkie nagrobki z ta samą datą śmierci i większy grób Gracy Smither. Była to cała rodzina, wszędzie ten sam napis... Kto zakłuca niech będzie przeklęty... Niech będzie przeklęty... Dziewczyny czytały na głos drżąc, znowu szum wiatru, wydawało im się że słyszą głosy... Zaczęły uciekać nie miały trudności ze znalezieniem drogi do domu, odechciało im się ogniska, przerażone poszły spać. na drugi dzień już ochłonęły. Zaczęły krążyć po okolicy i pytać miejscowych o nagrobki, większość ludzi nic, nie wiedziała, albo nie chciała powiedzieć. Lecz po kilku godzinach poszukiwania informacji zapukały do starego domu, wszędzie wisiały pajęczyny myślały że dom jest opuszczony, lecz, ku ich zdziwieniu otworzyła staruszka z miłym uśmiechem. Gdy dziewczyny zapytały o nagrobki zaprosiła je do środka na herbatę. Po chwili wahania zgodziły się. staruszka opowiedziała im że kiedyś żyła tu wielodzietna rodzina. Ojciec matka, i czwórka dzieci. Ojciec był bardzo spokojnym człowiekiem, nic nie wskazywało na to, że pewnego dnia wróci z pracy i... Pozbijał wszystkich... Dzieci zarżnął nożem a żonę.. Gdy staruszka zaczęła opowiadać o żonie popłynęły jej łzy, chyba bardzo to przeżyła.Sam się powiesił. Dziewczyny podziękowały i wyszły. Był to dzień wyjazdu. Gdy Cate i Sindy były już w samochodzie chciały pożegnać się ze staruszką. Podeszły do drzwi zapukały, nikt nie otwierał lecz im oczom ukazał się plakietka na drzwiach " Grace Smither" Kim była staruszka która z nimi rozmawiała? ... Może chciała, żeby ktoś poznał tajemnicę śmierci całej rodziny? Już się nie dowiemy.
Coś o mnie...
No to na początek Hej. Nazywam się Dominika jestem BELIEBER ,ale ten blog o Justinie nie będzie przynajmniej na razie zresztą zobaczę. Narazie nie wiem o czym będę pisać ,ale myśle ,że o strasznych historiach , grach i filmach ,ale pewnie pojawi się także coś o Justinie n to tyle na wstępie. pa ;>
Subskrybuj:
Posty (Atom)